To już rok!

Minął termin porodu. Każdy pytał o skurcze, no ale kurcze! Skąd mam wiedzieć jak mam je czuć? Nie wiedziałam, nic nie czułam, oprócz bóli podbrzusza jak przed „babskimi dniami”. Może to to? Ale raz boli co godzinę, raz co 4 godziny… To chyba jednak nie to….

Dzień później kładliśmy się spać. Standardowo w dwóch pokojach, bo w jednym łóżku zabrakło miejsca dla dwóch osób dorosłych, wielkiego brzucha i jeszcze wielkiej ciążowej poduchy. Po  długim wierceniu się z boku na bok, udało się zasnąć. 4:08 pobudka- standardowo- na siku. Zaspanym krokiem, po omacku pomaszerowałam do WC. Ale tym razem było inaczej. W pół sekundy zaczęłam trząść się jak galareta, byłam pewna, że coś dzieje się nie tak. Poszłam do przyszłego Taty i ze szczękającymi zębami próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Wyszło tylko „Trzeba jechać do szpitala„. Powiedział tylko „ok, ok” i kazał się ubrać. To było chyba najszybsze ubieranie na świecie, po chwili byłam z powrotem w drugiej sypialni, żeby pogonić Tatę. Jednak jemu się nie spieszyło, leżał w najlepsze w łóżku, czytając coś w telefonie. Na mój widok rzucił tylko „Czytałem, że z tym nie trzeba jeszcze jechać do szpitala„. 2 dni po terminie, a On mi mówi, że nie trzeba… Rozumiecie? 😛 Moja mina mówiła chyba wszystko, bo za chwilę oboje byliśmy już gotowi do wyjścia.

Mieliśmy do przejechania 13 km. „Masz skurcze?” pytał mnie co chwilę, a ja standardowo nie wiedziałam. Znów bolał mnie brzuch, tylko tym razem dużo mocniej. Jednak bez żadnej regularności, raz co 2 minuty, raz co 10…

Dojechaliśmy. Przemiła Pani pielęgniarka zaprosiła mnie do pokoju, gdzie wypełniałyśmy tonę papierkologii. Po chwili przyszedł młody lekarz, zbadał i wydał wyrok…Zaczęło się!

5:08 zostaliśmy oficjalnie przyjęci na oddział. Jednoosobowa sala przedporodowa to naprawdę duży komfort. Swoja łazienka, fotel i telewizor dla męża 😉 Położna podpięła KTG, pobrali krew do badań. Najgorsze były skurcze podczas badania KTG- na leżąco. Kiedy wreszcie badanie się skończyło, na sali była piłka, która była bardzo pomocna i skakanie na niej pomagało podczas skurczów. Z resztą, jakakolwiek aktywność pomaga, najgorsze jest leżenie…. Zdecydowałam się też na znieczulenie, które w szpitalu, w którym rodziłam było dostępne dla wszystkich pacjentek. Jednak nie myślcie sobie, że to rzeczywiście pozbawi Was bólu. Dzięki znieczuleniu skurcze, które były coraz bardziej bolesne, wróciły do poziomu bólu z początku „porodu”. Znieczulenie podziałało u mnie niestety tylko ok 1,5h, a kolejnej dawki już nie chcieli dać, tłumacząc, że nie każda kobieta potrafi przeć „na znieczuleniu”.

Około 11:30 położna oznajmiła- idziemy rodzić. Skurcze były już naprawdę silne i mocno dawały się we znaki. Początkowo nie umiałam sobie poradzić ze skurczami partymi, ale wspólnymi siłami daliśmy radę. Dlaczego wspólnymi? Dlatego,że nie rodziłam sama. Przez cały czas był ze mną przyszły Tatuś. Niektóre kobiety nie chcą takiego towarzystwa na sali porodowej, a jak już chcą, to czasem ich partner stanowczo się wzbrania. Ja poród rodzinny polecam. Facet obok daje wsparcie nie tylko psychiczne- trzymając za rękę, ale też może nam czynnie pomagać. Tak było u nas- podtrzymywał pelotę od KTG, w ostatniej fazie porodu trzymał mi maskę z tlenem. Na końcu oczywiście przecinał pępowinę. Nie będę ukrywać, że poród był ciężki- Ola była spora i miałam mały problem, żeby ją urodzić. Jednak jeszcze większymi „wspólnymi” siłami się udało- w urodzeniu pomagało mi 3 lekarzy, którzy razem ze mną na skurczach wypychali ją po prostu z brzucha 😛

O 12:15 Ola była już z nami. Zapłakała delikatnie przez chwilkę. Była taka malutka (pomimo tych ponad 4 kg i 59 cm!). Kiedy położyli ją na mnie, to było najpiękniejsze uczucie. W sekundzie zapomina się o całym bólu, całym trudzie porodu, bo można w ramionach utulić największy swój skarb.

Dziś mija dokładnie rok od tamtych chwil. A ja patrzę na nią i wiem, że to jest najpiękniejsze co nas do tej pory spotkało. Jest naszą wielką radością. Uwielbiam te momenty kiedy przychodzi i zaplata na szyi swoje malutkie rączki, kiedy patrzy litościwie, żeby wziąć ją do łóżka nad ranem czy jak po prostu się uśmiechnie. Tak, bardzo ją kochamy! I oczywiście- polecamy taki Skarb każdemu 😉

A poniżej, z racji, że okazja nie byle jaka, dużo zdjęć! Zobaczcie, jak zmieniała się nasza Oleńka przez te 12 miesięcy 🙂 33 44 55 66 100122133144155166188199olaolaSTO LAT NASZA KOCHANA CÓRECZKO :)!

  • Facebook
  • Twitter
  • Delicious
  • LinkedIn
  • Add to favorites
  • Email
  • RSS
Email
Print

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij